Na ratunek suchym i zniszczonym włosom najlepiej pomaga ich olejowanie.
Cóż to takiego jest i w jaki sposób ja stosuję tą zbawienną metodę.
Otóż zacznę od tego, że ostatnimi rozjaśnieniami włosów bardzo je zniszczyłam:( niestety są suche i trochę sztywne w dotyku:(
Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że chcąc przez pewien czas być blondynką będę musiała pogodzić się z osłabieniem i zniszczeniem swoich włosów i jeszcze te odrosty....gdyby ich nie było świat byłby piękniejszy, czyż nie?;)
Ale wszyscy wiemy, że kobieta zmienną jest i ja także zapragnęłam jakiś zmian w swoim wyglądzie.
Do olejowania włosów osobiście używam olejku, który zakupiłam na wakacjach w Egipcie - AMLA GOLD. Można go również dostać w Polsce w sklepach internetowych bądź na allegro.
Olej ma kolor zielonkawy i pachnie specyficznie. Mnie ten zapach nie przeszkadza, ale mój chłopak go nie znosi;)
Jeśli mogę sobie pozwolić na umycie włosów rano, to dzień wcześniej wieczorem wsmarowuję olejek we włosy, a czasem też w skórę głowy. Jeśli któraś z Was ma problemy z szybkim przetłuszczaniem się włosów, to proponuję rozprowadzić olej tylko na końcówkach, bądź nieco wyżej, ale pomijając czubek głowy.
Następnie związuję włosy gumką bardzo delikatnie, wkładam zimową czapkę upychając pod nią włosy i tak kładę się spać. Czapka chroni poszewkę przed natłuszczeniem a jednocześnie utrzymuje ciepło wokół głowy, dzięki czemu olejek lepiej się wchłania.
Jeśli nie możemy spać z olejkiem na głowie, proponuję pozostawienie go na 1-3 godzinki w ciągu dnia, można przykryć głowę folią i owinąć ręcznikiem, dodatkowo pomaga podgrzewanie głowy ciepłem suszarki.
Po upływie czasu myjemy włosy tak jak zawsze. Na koniec nakładamy maskę.
Po moim rozjaśnianiu staram się olejować włosy przed każdym myciem(myję co trzy dni), ale raz w tygodniu także wystarczy.
Włosy po olejowaniu stają się miękkie, gładkie, błyszczące.
Niektóre olejki stymulują również ich porost oraz zapobiegają rozdwajaniu się końcówek.
Do olejowania nadają się różnego rodzaju oleje, m.in.: arganowy, rycynowy, kokosowy,jojoba, a także oliwa z oliwek, która również wzmacnia i nawilża włosy, a do tego jest łatwo dostępna i tania.
Naprawdę polecam wypróbowanie metody olejowania włosów, tym bardziej przed latem, by je wzmocnić przed wystawianiem na promieniowanie słoneczne, a także podczas lata, gdzie włosy przesuszają się na słońcu.
Polepszenie struktury włosów można dostrzec już po pierwszym ich olejowaniu, ale pamiętajmy, że im większy efekt chcemy uzyskać i im bardziej mamy zniszczone włosy, musimy stosować tą metodę przez dłuższy czas i co najważniejsze - regularnie :)
"W życiu niewiasty rozróżnić można siedem okresów: niemowlę, dziewczynka, dziewczyna, młoda kobieta, młoda kobieta, młoda kobieta i młoda kobieta...":) /George Bernard Shaw/
sobota, 30 marca 2013
niedziela, 24 marca 2013
jak przetrwać wiosenne przesilenie
Wszyscy czekają na nią z utęsknieniem, wypatrują śledzą prognozy pogody, a tu nic...zima nie chce odejść :(
Po tak długim czasie mrozów i śniegu aż pragnie się odrobiny ciepełka.Zimą, kiedy brak mi słońca biegnę po małą dawkę UV do solarium, po której od razu poprawia mi się humor:)
Ale dość mam już śniegu, tęsknię za widokiem kwitnącej trawy, drzew i kwiatów, to dodaje mi energii, chęci do pracy i ułatwia radzenie sobie z problemami, ponieważ mam znacznie więcej optymizmu w sobie.
Wiosna powoduje, że chce się żyć, ma się ochotę podejmować nowe wyzwania, cieszyć każdą drobnostką i żyć pełnią życia.
Niestety każdy z nas musi przetrwać to wiosenne przesilenie, w którym organizm jest zmęczony mało ruchliwym trybem życia, kilkumiesięcznym zimnem i niedoborem światła słonecznego.
Jesteśmy osłabieni, senni, często rozdrażnieni, w złym humorze i
mamy trudności z koncentracją. Także występują nasilone bóle głowy i spadek odporności.
Co robić? Jak przetrwać ten smutny dla nas okres?
Kilka moich rad, które może mogą Wam się przydać:)
Po pierwsze prawidłowo się wysypiać. Starajmy się by sen trwał około ośmiu godzin, a zaśnięcie następowało przed północą.
Jeśli mamy trudności z zasypianiem warto sięgnąć po ziołowe środki nasenne ułatwiające zasypianie.
Jak najczęściej wietrzyć pomieszczenie w którym przebywamy.
Ja bardzo lubię spać przy lekko uchylonym oknie, nawet zimą.
Energię do działania dostarczymy organizmowi wraz z pożywnym śniadaniem, o którym nie wolno zapominać!
Nie stresujmy się za dużo, jeśli nie mamy na coś wpływu to po co niszczyć sobie organizm niepotrzebnymi nerwami.
Można pić melisę która skutecznie uspakaja.
Ćwiczyć:)Przynajmniej 2-3 razy w tygodniu, wydzielane w czasie wysiłku endorfiny i serotonina wpływają na poprawę nastroju no i oczywiście modelujemy dzięki ćwiczeniom sylwetkę:)
Cieszmy się również pierwszymi promieniami słonecznymi, które teraz coraz częściej nam towarzyszyć będą.
Przebywajmy więcej na dworze, odsłaniajmy zasłony i żaluzje, aby chłonąć jak najwięcej światła słonecznego.
Miejmy nadzieję, że wiosna przyjdzie do nas prędzej niż myślimy, zawita długi weekend majowy, a my radośni i pełni energii będziemy znów cieszyć się życiem:)
Po tak długim czasie mrozów i śniegu aż pragnie się odrobiny ciepełka.Zimą, kiedy brak mi słońca biegnę po małą dawkę UV do solarium, po której od razu poprawia mi się humor:)
Ale dość mam już śniegu, tęsknię za widokiem kwitnącej trawy, drzew i kwiatów, to dodaje mi energii, chęci do pracy i ułatwia radzenie sobie z problemami, ponieważ mam znacznie więcej optymizmu w sobie.
Wiosna powoduje, że chce się żyć, ma się ochotę podejmować nowe wyzwania, cieszyć każdą drobnostką i żyć pełnią życia.
Niestety każdy z nas musi przetrwać to wiosenne przesilenie, w którym organizm jest zmęczony mało ruchliwym trybem życia, kilkumiesięcznym zimnem i niedoborem światła słonecznego.
Jesteśmy osłabieni, senni, często rozdrażnieni, w złym humorze i
mamy trudności z koncentracją. Także występują nasilone bóle głowy i spadek odporności.
Co robić? Jak przetrwać ten smutny dla nas okres?
Kilka moich rad, które może mogą Wam się przydać:)
Po pierwsze prawidłowo się wysypiać. Starajmy się by sen trwał około ośmiu godzin, a zaśnięcie następowało przed północą.
Jeśli mamy trudności z zasypianiem warto sięgnąć po ziołowe środki nasenne ułatwiające zasypianie.
Jak najczęściej wietrzyć pomieszczenie w którym przebywamy.
Ja bardzo lubię spać przy lekko uchylonym oknie, nawet zimą.
Energię do działania dostarczymy organizmowi wraz z pożywnym śniadaniem, o którym nie wolno zapominać!
Nie stresujmy się za dużo, jeśli nie mamy na coś wpływu to po co niszczyć sobie organizm niepotrzebnymi nerwami.
Można pić melisę która skutecznie uspakaja.
Ćwiczyć:)Przynajmniej 2-3 razy w tygodniu, wydzielane w czasie wysiłku endorfiny i serotonina wpływają na poprawę nastroju no i oczywiście modelujemy dzięki ćwiczeniom sylwetkę:)
Cieszmy się również pierwszymi promieniami słonecznymi, które teraz coraz częściej nam towarzyszyć będą.
Przebywajmy więcej na dworze, odsłaniajmy zasłony i żaluzje, aby chłonąć jak najwięcej światła słonecznego.
Miejmy nadzieję, że wiosna przyjdzie do nas prędzej niż myślimy, zawita długi weekend majowy, a my radośni i pełni energii będziemy znów cieszyć się życiem:)
sobota, 23 marca 2013
czy sport to zdrowie?
Kolejnym ważnym elementem by czuć się dobrze, sprawnie i młodo jest oczywiście sport:)
Bo przecież sport to zdrowie:)
Trzy lata temu zakochałam się w nowej dyscyplinie sportowej, jakże modnej w ostatnim czasie w Polsce - pole dance.
Zaintrygowały mnie filmiki z mistrzostw tej dyscypliny na yt.
Ta lekkość, gracja i kobiecość z jaką poruszały się zawodniczki podsunęła mi myśl, dlaczego by samej nie spróbować swoich sił;)
Pamiętam jak będą dzieckiem uwielbiałam wisieć na trzepaku do góry nogami, od małego interesowała mnie gimnastyka, więc doszłam do wniosku, że może i to pójdzie mi łatwo:)
Trafiłam w dziesiątkę - pionowy drążek zauroczył mnie od razu i tak jest do dzisiaj!
Wbrew pozorom, aby zacząć treningi nie jest potrzebna aż taka wielka siła, ponieważ zdobywa się ją i buduje wraz z każdym treningiem. Tak samo jeśli chodzi o rozciągnięcie ciała, powolutku można osiągnąć wszystko.
Pole dance daje nieograniczone możliwości, treningi są bardzo ciekawe, powstają coraz to nowsze figury, dlatego ten sport nie może się znudzić:)
Zamontowałam sobie rurę w domu, ćwiczę kiedy tylko mam na to ochotę i czas. Myślę, że to najlepsze rozwiązanie, choć dla osób, którym ciężko się zmotywować, zajęcia grupowe są idealne.
Na początku mogą przerazić siniaki...które pojawiają się wszędzie, ale z biegiem czasu skóra przyzwyczaja się i aż tak dużo ich nie ma;) Choć swoją drogą, wśród poledancerek są one powodem do dumy;)
Już po krótkim czasie można zauważyć jak ładnie rzeźbi się nam sylwetka, robiąc się smuklejsza, bardziej umięśniona i zgrabna.
To są duuuże plusy pole dance:)
Jednak minusy też występują... Zwichnięcia, skręcenia, nadwyrężenia jak w każdym sporcie niestety, ale jak się uważa, nie przetrenowuje organizmu to bez tego można się obejść:)
Ja niestety nie należę do grupy szczęśliwców i swoje skręcenie nadgarstka przeżyłam, co było dla mnie wielką tragedią - dwa miesiące w ortezie i bez treningów :(
Od tamtej pory bardzo uważam profilaktycznie zabezpieczając nadgarstki przed ponownym urazem.
Jeśli któraś z Was waha się czy spróbować swoich sił w pole dance czy nie, moja odpowiedź brzmi: TAK!!!:)
Wiek nie jest żadnym ograniczeniem,tak samo jak i tusza.
Pole dance poprawia naszą sprawność, wygląd, a także samopoczucie.
Już nie wspomnę o zadowoleniu partnera:)))
Oprócz pole dance biegam, pływam, a także sporo ćwiczę.
Uwielbiam trenować, to wciąga, trzeba tylko zacząć i starać się regularnie ćwiczyć,a potem samo wchodzi w nawyk:)
Nie można znajdować ciągle wymówek, bo przecież każda z nas ma chociaż pół godziny dziennie dla siebie.
Nie mówię tu o pole dance, bo nie każdemu się ten sport podoba, ale czas na krótkie ćwiczenia w ciągu dnia powinna znaleźć każda kobieta:)
Ja np.często robię przysiady myjąc zęby, dla chcącego nie ma nic trudnego:D
Uprawiając regularnie sport mamy więcej energii, a także polepsza nam się samopoczucie poprzez zwiększoną produkcję endorfin.
A więc do pracy kobietki, lato już niedługo, trzeba zabłysnąć nową, lepszą sylwetką :)
A Wy uprawiacie jakiś sport? Jak dbacie o sylwetkę?
Może znajdzie się jakaś poledancerka?:)
Bo przecież sport to zdrowie:)
Trzy lata temu zakochałam się w nowej dyscyplinie sportowej, jakże modnej w ostatnim czasie w Polsce - pole dance.
Zaintrygowały mnie filmiki z mistrzostw tej dyscypliny na yt.
Ta lekkość, gracja i kobiecość z jaką poruszały się zawodniczki podsunęła mi myśl, dlaczego by samej nie spróbować swoich sił;)
Pamiętam jak będą dzieckiem uwielbiałam wisieć na trzepaku do góry nogami, od małego interesowała mnie gimnastyka, więc doszłam do wniosku, że może i to pójdzie mi łatwo:)
Trafiłam w dziesiątkę - pionowy drążek zauroczył mnie od razu i tak jest do dzisiaj!
Wbrew pozorom, aby zacząć treningi nie jest potrzebna aż taka wielka siła, ponieważ zdobywa się ją i buduje wraz z każdym treningiem. Tak samo jeśli chodzi o rozciągnięcie ciała, powolutku można osiągnąć wszystko.
Pole dance daje nieograniczone możliwości, treningi są bardzo ciekawe, powstają coraz to nowsze figury, dlatego ten sport nie może się znudzić:)
Zamontowałam sobie rurę w domu, ćwiczę kiedy tylko mam na to ochotę i czas. Myślę, że to najlepsze rozwiązanie, choć dla osób, którym ciężko się zmotywować, zajęcia grupowe są idealne.
Na początku mogą przerazić siniaki...które pojawiają się wszędzie, ale z biegiem czasu skóra przyzwyczaja się i aż tak dużo ich nie ma;) Choć swoją drogą, wśród poledancerek są one powodem do dumy;)
Już po krótkim czasie można zauważyć jak ładnie rzeźbi się nam sylwetka, robiąc się smuklejsza, bardziej umięśniona i zgrabna.
To są duuuże plusy pole dance:)
Jednak minusy też występują... Zwichnięcia, skręcenia, nadwyrężenia jak w każdym sporcie niestety, ale jak się uważa, nie przetrenowuje organizmu to bez tego można się obejść:)
Ja niestety nie należę do grupy szczęśliwców i swoje skręcenie nadgarstka przeżyłam, co było dla mnie wielką tragedią - dwa miesiące w ortezie i bez treningów :(
Od tamtej pory bardzo uważam profilaktycznie zabezpieczając nadgarstki przed ponownym urazem.
Jeśli któraś z Was waha się czy spróbować swoich sił w pole dance czy nie, moja odpowiedź brzmi: TAK!!!:)
Wiek nie jest żadnym ograniczeniem,tak samo jak i tusza.
Pole dance poprawia naszą sprawność, wygląd, a także samopoczucie.
Już nie wspomnę o zadowoleniu partnera:)))
Oprócz pole dance biegam, pływam, a także sporo ćwiczę.
Uwielbiam trenować, to wciąga, trzeba tylko zacząć i starać się regularnie ćwiczyć,a potem samo wchodzi w nawyk:)
Nie można znajdować ciągle wymówek, bo przecież każda z nas ma chociaż pół godziny dziennie dla siebie.
Nie mówię tu o pole dance, bo nie każdemu się ten sport podoba, ale czas na krótkie ćwiczenia w ciągu dnia powinna znaleźć każda kobieta:)
Ja np.często robię przysiady myjąc zęby, dla chcącego nie ma nic trudnego:D
Uprawiając regularnie sport mamy więcej energii, a także polepsza nam się samopoczucie poprzez zwiększoną produkcję endorfin.
A więc do pracy kobietki, lato już niedługo, trzeba zabłysnąć nową, lepszą sylwetką :)
A Wy uprawiacie jakiś sport? Jak dbacie o sylwetkę?
Może znajdzie się jakaś poledancerka?:)
czwartek, 21 marca 2013
cienie pod oczami
Czy istnieją kobiety, które nie mają problemów z cieniami pod oczami? Jeśli tak, to bardzo im zazdroszczę;)
Choć...od czasu kiedy odkryłam cudowny korektor pod oczy nie złoszczę się na cienie, których prostym sposobem szybko mogę się pozbyć.
Mowa o HEALTHY MIX korektorze z firmy BOURJOIS.
Jest fantastyczny!!!
Dostępny w trzech odcieniach.Ja wybrałam 52 medium radiance do lekko śniadej cery.
Bardzo dobrze wtapia się w skórę, łatwo rozprowadza(nakładam go palcem),nie roluje się pod oczami, pięknie rozświetla i koryguje wszelkie niedoskonałości,utrzymuje się cały dzień, niepotrzebne są żadne poprawki.
I co najważniejsze...pomimo małej tubki(10ml) jest baaardzo wydajny! Używam go codziennie a mam wrażenie, że wcale go nie ubywa:) Kosztuje około 30zł, ale tak jak pisałam starcza nawet na 3-4 miesiące. Czasem stosuję go również do zatuszowania przebarwień czy wyprysków również idealnie się sprawdza.
Warto go kupić i wypróbować, będziecie naprawdę zadowolone!
A może macie inne sposoby radzenia sobie z cieniami pod oczami? Chętnie poczytam o sprawdzonych i skutecznych metodach:)
Choć...od czasu kiedy odkryłam cudowny korektor pod oczy nie złoszczę się na cienie, których prostym sposobem szybko mogę się pozbyć.
Mowa o HEALTHY MIX korektorze z firmy BOURJOIS.
Jest fantastyczny!!!
Dostępny w trzech odcieniach.Ja wybrałam 52 medium radiance do lekko śniadej cery.
Bardzo dobrze wtapia się w skórę, łatwo rozprowadza(nakładam go palcem),nie roluje się pod oczami, pięknie rozświetla i koryguje wszelkie niedoskonałości,utrzymuje się cały dzień, niepotrzebne są żadne poprawki.
I co najważniejsze...pomimo małej tubki(10ml) jest baaardzo wydajny! Używam go codziennie a mam wrażenie, że wcale go nie ubywa:) Kosztuje około 30zł, ale tak jak pisałam starcza nawet na 3-4 miesiące. Czasem stosuję go również do zatuszowania przebarwień czy wyprysków również idealnie się sprawdza.
Warto go kupić i wypróbować, będziecie naprawdę zadowolone!
A może macie inne sposoby radzenia sobie z cieniami pod oczami? Chętnie poczytam o sprawdzonych i skutecznych metodach:)
zewnętrzne nawilżanie ciała
Niezwykle ważnym elementem dbałości o zdrowy i ładny wygląd skóry jest utrzymanie jej prawidłowego poziomu nawilżenia.
To, w jaki sposób dbamy o cerę w wieku dwudziestu lat, ma ogromny wpływ na jej późniejszą kondycję.
Ja osobiście uwielbiam balsamy, mleczka, masła i oliwki do ciała, testowałam ich już naprawdę mnóstwo, różne marki, różne właściwości. Przede wszystkim zawsze szukam tych co dobrze nawilżają i ujędrniają ciało.
Kiedyś do kupna potrafił skusić mnie tylko sam zapach, teraz skupiam się przede wszystkim na działaniu produktu.
I tak, po wielu latach balsamowania mojego ciała mogę śmiało stwierdzić, że odnalazłam najlepsze dla mnie produkty :)
W ciągu dnia idealnie sprawdza się balsam NIVEA Q10(jak ja kocham tą markę!). Fantastycznie się rozprowadza, dobrze wchłania, nie zostawia uczucia lepkości na skórze, ma przyjemny zapach i NAPRAWDĘ UJĘDRNIA!!!:)
Po dłuższym i regularnym stosowaniu ciało staję się sprężyste, gładkie w dotyku i jędrne.
Wieczorem po kąpieli na jeszcze lekko wilgotne ciało wsmarowuję oliwkę BAMBINO. Kiedyś używałam jej tylko w awaryjnych sytuacjach przesuszenia skóry, zwłaszcza latem, teraz staram się codziennie oliwkować, dlaczego?
Skóra po oliwce staje się bardzo miękka w dotyku. Oliwka zatrzymuje wilgoć dzięki czemu skóra zostaje nawilżona.
I jeszcze ten zapach....zapach dzidziusia:)
Nie wiem, może to już instynkt macierzyński się odzywa, że tak kocham ten dziecięcy produkt ;)
W każdym razie próbowałam wiele oliwek różnych firm i bambino wygrała. Cena również jest przyzwoita, za dużą buteleczkę około 10-15zł.
Bardzo ważne jest regularne nawilżanie ciała, nie okazyjnie czy tylko latem, kiedy odsłaniamy ręce czy nogi.
Przez całą zimę skóra potrzebuje odpowiedniej pielęgnacji, a wiosną należy bardziej skupić się na jej ujędrnianiu, aby latem pokazać zadbane ciało.
Nawilżajcie skórę, opóźnia to jej starzenie, ale nawet dla lepszego samopoczucia, bo przyjemnie jest mieć miękką i gładką skórę zwłaszcza kiedy słyszy się komplement na jej temat od partnera:)
Jeśli same nie lubicie się balsamować, poproście właśnie swojego mężczyznę, na pewno zrobi to z przyjemnością dodatkowo fundując Wam masaż ciała:)
To, w jaki sposób dbamy o cerę w wieku dwudziestu lat, ma ogromny wpływ na jej późniejszą kondycję.
Ja osobiście uwielbiam balsamy, mleczka, masła i oliwki do ciała, testowałam ich już naprawdę mnóstwo, różne marki, różne właściwości. Przede wszystkim zawsze szukam tych co dobrze nawilżają i ujędrniają ciało.
Kiedyś do kupna potrafił skusić mnie tylko sam zapach, teraz skupiam się przede wszystkim na działaniu produktu.
I tak, po wielu latach balsamowania mojego ciała mogę śmiało stwierdzić, że odnalazłam najlepsze dla mnie produkty :)
W ciągu dnia idealnie sprawdza się balsam NIVEA Q10(jak ja kocham tą markę!). Fantastycznie się rozprowadza, dobrze wchłania, nie zostawia uczucia lepkości na skórze, ma przyjemny zapach i NAPRAWDĘ UJĘDRNIA!!!:)
Po dłuższym i regularnym stosowaniu ciało staję się sprężyste, gładkie w dotyku i jędrne.
Wieczorem po kąpieli na jeszcze lekko wilgotne ciało wsmarowuję oliwkę BAMBINO. Kiedyś używałam jej tylko w awaryjnych sytuacjach przesuszenia skóry, zwłaszcza latem, teraz staram się codziennie oliwkować, dlaczego?
Skóra po oliwce staje się bardzo miękka w dotyku. Oliwka zatrzymuje wilgoć dzięki czemu skóra zostaje nawilżona.
I jeszcze ten zapach....zapach dzidziusia:)
Nie wiem, może to już instynkt macierzyński się odzywa, że tak kocham ten dziecięcy produkt ;)
W każdym razie próbowałam wiele oliwek różnych firm i bambino wygrała. Cena również jest przyzwoita, za dużą buteleczkę około 10-15zł.
Bardzo ważne jest regularne nawilżanie ciała, nie okazyjnie czy tylko latem, kiedy odsłaniamy ręce czy nogi.
Przez całą zimę skóra potrzebuje odpowiedniej pielęgnacji, a wiosną należy bardziej skupić się na jej ujędrnianiu, aby latem pokazać zadbane ciało.
Nawilżajcie skórę, opóźnia to jej starzenie, ale nawet dla lepszego samopoczucia, bo przyjemnie jest mieć miękką i gładką skórę zwłaszcza kiedy słyszy się komplement na jej temat od partnera:)
Jeśli same nie lubicie się balsamować, poproście właśnie swojego mężczyznę, na pewno zrobi to z przyjemnością dodatkowo fundując Wam masaż ciała:)
środa, 20 marca 2013
siemię lniane - eliksir młodości?
SIEMIĘ LNIANE
Wiele już słyszałam na temat siemienia lnianego, o jego pozytywnym wpływie na zdrowie i wygląd, ale jakoś nigdy nie odważyłam się sama go wypróbować, może też z tego względu, że nie potrzebowałam jeszcze przedłużać swojej młodości ;)
Siemię lniane posiada dużo bogatych składników takich jak:
-wielonienasycone kwasy tłuszczowe (WNKT)
gwarantują prawidłową budowę tkanki mózgowej, przyczyniają się do właściwego funkcjonowania hormonów, które regulują prawidłową przemianę materii; ponadto wpływają na obniżenie cholesterolu
-błonnikkorzystnie wpływa na pracę przewodu pokarmowego, pomagając w zaparciach, powracających biegunkach; ponadto pomaga usuwać z organizmu toksyny i gwarantuje uczucie sytości (czyli w sam raz przy odchudzaniu)
-witamina Eważna przy leczeniu między innymi miażdżycy i chorób serca, gdyż jest głównym antyoksydantem i uczestniczy w dostarczaniu składników odżywczych do komórek
-witaminy z grupy Buczestniczą w przemianach węglowodanów, białek i tłuszczów, w wytwarzaniu czerwonych krwinek; pomagają w tworzeniu szpiku kostnego
-magnez, wapń, żelazo i cynk
Ja sięgnęłam po siemię lniane w nadziei na poprawę kondycji włosów(wysuszone rozjaśnianiem) oraz ich szybszy porost, skóry(przesuszona opalaniem...niestety, ale uwielbiam się opalać...), ponoć również siemię fantastycznie spłyca zmarszczki mimiczne a skóra staje się jędrna i znakomicie nawilżona...:)
Hmm...pozwólmy się tym cudownym nasionkom wykazać!:)
Kurację zaczęłam wczoraj. Niestety, ale sposób w jaki wczoraj zastosowałam do spożycia siemienia nie przypadł mi do gustu, a wręcz miałam odruch wymiotny...
Do szklanki wsypałam jedną łyżkę stołową nasion(nie zmielonych!), zalałam gorącą wodą pół szklanki i odczekałam 15 minut. Woda zrobiła się lekko żelowata, a nasionka śliskie, co spowodowało, że nie potrafiłam tego przełknąć, nawet po dodaniu soku:( Musiałam się naprawdę zmusić co nie było miłym przeżyciem...
Dziś zastosowałam inny, tym razem genialny sposób przy którym na pewno zostanę!
Do szklanki wsypałam stołową łyżkę nasionek, do tego stołową łyżkę kisielu w proszku, dodałam cukier i całość zalałam wrzątkiem energicznie mieszając przez chwilę.
Powstał kisiel z nasionkami, który po około 10-15minutach zjadłam ze smakiem!:)
Naprawdę polecam ten sposób w jedzeniu siemienia lnianego.
Raz dziennie, najlepiej rano.
Można też spróbować z jogurtem bądź z mlekiem.
Po miesiącu stosowania opiszę jego wpływ na moją skórę i włosy (o ile jakikolwiek będzie, ale jestem pełna wiary, ze tak).
Pozdrawiam cieplutko:)
Wiele już słyszałam na temat siemienia lnianego, o jego pozytywnym wpływie na zdrowie i wygląd, ale jakoś nigdy nie odważyłam się sama go wypróbować, może też z tego względu, że nie potrzebowałam jeszcze przedłużać swojej młodości ;)
Siemię lniane posiada dużo bogatych składników takich jak:
-wielonienasycone kwasy tłuszczowe (WNKT)
gwarantują prawidłową budowę tkanki mózgowej, przyczyniają się do właściwego funkcjonowania hormonów, które regulują prawidłową przemianę materii; ponadto wpływają na obniżenie cholesterolu
-błonnikkorzystnie wpływa na pracę przewodu pokarmowego, pomagając w zaparciach, powracających biegunkach; ponadto pomaga usuwać z organizmu toksyny i gwarantuje uczucie sytości (czyli w sam raz przy odchudzaniu)
-witamina Eważna przy leczeniu między innymi miażdżycy i chorób serca, gdyż jest głównym antyoksydantem i uczestniczy w dostarczaniu składników odżywczych do komórek
-witaminy z grupy Buczestniczą w przemianach węglowodanów, białek i tłuszczów, w wytwarzaniu czerwonych krwinek; pomagają w tworzeniu szpiku kostnego
-magnez, wapń, żelazo i cynk
Ja sięgnęłam po siemię lniane w nadziei na poprawę kondycji włosów(wysuszone rozjaśnianiem) oraz ich szybszy porost, skóry(przesuszona opalaniem...niestety, ale uwielbiam się opalać...), ponoć również siemię fantastycznie spłyca zmarszczki mimiczne a skóra staje się jędrna i znakomicie nawilżona...:)
Hmm...pozwólmy się tym cudownym nasionkom wykazać!:)
Kurację zaczęłam wczoraj. Niestety, ale sposób w jaki wczoraj zastosowałam do spożycia siemienia nie przypadł mi do gustu, a wręcz miałam odruch wymiotny...
Do szklanki wsypałam jedną łyżkę stołową nasion(nie zmielonych!), zalałam gorącą wodą pół szklanki i odczekałam 15 minut. Woda zrobiła się lekko żelowata, a nasionka śliskie, co spowodowało, że nie potrafiłam tego przełknąć, nawet po dodaniu soku:( Musiałam się naprawdę zmusić co nie było miłym przeżyciem...
Dziś zastosowałam inny, tym razem genialny sposób przy którym na pewno zostanę!
Do szklanki wsypałam stołową łyżkę nasionek, do tego stołową łyżkę kisielu w proszku, dodałam cukier i całość zalałam wrzątkiem energicznie mieszając przez chwilę.
Powstał kisiel z nasionkami, który po około 10-15minutach zjadłam ze smakiem!:)
Naprawdę polecam ten sposób w jedzeniu siemienia lnianego.
Raz dziennie, najlepiej rano.
Można też spróbować z jogurtem bądź z mlekiem.
Po miesiącu stosowania opiszę jego wpływ na moją skórę i włosy (o ile jakikolwiek będzie, ale jestem pełna wiary, ze tak).
Pozdrawiam cieplutko:)
wtorek, 19 marca 2013
po co piszę :)
Dopadła mnie w końcu trzecia dekada życia, choć robiłam wszystko by się przed nią uchronić...
Nawet nie zauważyłam kiedy te 10 lat przeleciało mi przez palce, a mimo wszystko nadal czuję się jak dwudziestoparolatka :)
Wiem, że takich kobiet jak ja jest mnóstwo.
Dojrzałe, doświadczone, ustabilizowane życiowo (choć niekoniecznie), które nadal gdzieś głęboko w sobie czuję się bardzo młodo i chcą takimi pozostać.
Najważniejsze to nie liczyć lat, bo czym jest wiek?
Numerki...nic więcej...
Najważniejsze jest to jak się czujemy i jak wyglądamy.
Na moim blogu będę opisywała moją walkę z czasem, radziła innym jak zdrowo oszukać czas, naturalnymi metodami, bez botoxu i skalpela, a także od czasu do czasu prezentowała moje odkrycia kosmetyczne i nie tylko;)
Bo choć czas upływa, a ciało się zmienia, my kobiety powinnyśmy na zawsze pozostać młode duchem, radosne i pełne życia!
Nawet nie zauważyłam kiedy te 10 lat przeleciało mi przez palce, a mimo wszystko nadal czuję się jak dwudziestoparolatka :)
Wiem, że takich kobiet jak ja jest mnóstwo.
Dojrzałe, doświadczone, ustabilizowane życiowo (choć niekoniecznie), które nadal gdzieś głęboko w sobie czuję się bardzo młodo i chcą takimi pozostać.
Najważniejsze to nie liczyć lat, bo czym jest wiek?
Numerki...nic więcej...
Najważniejsze jest to jak się czujemy i jak wyglądamy.
Na moim blogu będę opisywała moją walkę z czasem, radziła innym jak zdrowo oszukać czas, naturalnymi metodami, bez botoxu i skalpela, a także od czasu do czasu prezentowała moje odkrycia kosmetyczne i nie tylko;)
Bo choć czas upływa, a ciało się zmienia, my kobiety powinnyśmy na zawsze pozostać młode duchem, radosne i pełne życia!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






